środa, 11 lutego 2015

001. Nowy w klasie.

-Cześć kochanie. - Przywitał mnie, buziakiem w policzek mój chłopak Mike, czytaj: nudziarz. Kiedyś było inaczej, troszczył się o mnie, dbał, okazywał czułość, miłość, przytulał, całował, A teraz? No właśnie TERAZ nie ma nic. Nie rozumiem, dlaczego tak się zmienił, ale wiem jedno, mam dość tego "związku", huh, nawet nie mogę tego tak nazwać. Z drugiej strony, nie chcę go zranić, nie potrafię z nim zerwać. Tak naprawdę, nie czuję do niego już nic, oprócz, przyjaźni? Traktuję go jak kolegę. Ale to nie moja wina! On przestał o mnie dbać i ilekroć próbowałam się do niego znowu zbliżać, odpychał mnie od siebie i oddalał jeszcze bardziej. Co to za związek?
Ugh! Zapomniałam się przedstawić! Jestem Victoria... Victoria Jones. Mieszkam z mamą i starszym bratem. Zapytacie mnie, dlaczego nie mieszkam z ojcem. Cóż zostawił nas gdy miałam 4 latka, Luke miał wtedy 7. Mniejsza z tym. Porzucił nas, dla jakiejś młodej pindzi. Nie utrzymuje z nim kontaktów. Choć on na to nalega, ja dalej nie potrafię mu tego wybaczyć. Zniszczył mi dzieciństwo, co zrobiłabyś na moim miejscu? Tak po prostu, mu wybaczyła? Zachowywałabyś się jakby nigdy nic się nie stało? Ja tak nie potrafię. Nie jestem w stanie. Widziałam go może 4 razy odkąd nie jest z nami. Ostatnio miesiąc temu, gdy przyjechał do nas do domu błagając mnie i Luke'a żebyśmy mu wybaczyli. Luke uległ, ja nie dam się tak łatwo. Urodziłam się tutaj w Kanadzie. Chodzę do prywatnej szkoły. Nie ukrywam, że choć nie jestem w pełnej rodzinie, żyjemy dostatnie i stać mnie na prywatną szkołę, markowe ciuchu, kosmetyki i inne takie duperele. Jak już zdążyliście się uświadomić po początku mojej wypowiedzi- mam chłopaka, na ten moment nie chce mi się więcej o nim gadać. Mam dwie najlepsze przyjaciółki Mackenzie i Alex. Mam siedemnaście lat. Interesuję się muzyką, modą i sportem, głównie bieganie, siatkówka, jestem nawet w drużynie siatkarskiej w naszej szkole, oraz biorę udziały w maratonach, co nie zmienia faktu że wolę pobiegać sobie w ciszy i spokoju, sama, po okolicy. Myślę że na razie wystarczy, reszty będziecie się dowiadywać w trakcie opowieści.

...

-Cześć, odpowiedziałam beznamiętnie, po czym podeszłam do Alex i Mac.
- Ja już dłużej tak nie mogę, jak mam z nim zerwać. - Szeptałam.
- W końcu musisz się przełamać, nie możesz go wciąż okłamywać. - Mówiła Mackenzie.
- Właśnie. - Dodała Alex.
- To on okłamuje siebie samego, udając że mnie kocha. Może powinnam zrobić coś żeby to on zerwał ze mną? Co o tym sądzicie?
- O! Świetny pomysł. - Odpowiedziały obie przyjaciółki. Nagle usłyszałyśmy dzwonek na lekcje. Na szczęście jedyne co jest dobre, to, to że nie jestem w klasie z Mike'm i nie mam z nim lekcji. Czekaliśmy na naszą wychowawczynie, z którą mieliśmy akurat godzinę wychowawczą, całą klasą. Gdy nauczycielka pojawiła się od kluczyła drzwi od sali i gestem ręki zaprosiła nas do środka. Zajęłam sama miejsce, w ostatniej ławce. Nie chciałam z nikim siedzieć. Miałam po prostu na prawdę zły humor. Pani Black stanęła na środku klasy.
- A więc moi drodzy. Korzystając z okazji, że akurat dziś i na pierwszej lekcji, mamy godzinę wychowawczą, co oznacza że jesteśmy w gronie całej klasy, chciałabym wam przedstawić nowego kolegę. Panie Bieber, proszę wejść. - Na te słowa zza drzwi wyłonił się niesamowity przystojniak. Idealnie ułożone włosy, czekoladowe, błyszczące oczy których kolor i blask zauważyłam z daleka, modny styl ubierania, wiem bo jak wcześniej wspomniałam, moją pasją jest moda. Oraz coś co od razu przykuło moją uwagę... tatuaże zdobiące jego ciało. W tym wieku? Wow. Mogę przysiąc, że to najprzystojniejszy facet, jakiego widziałam. Zagryzłam wargę, besztając się w myślach, za to co właśnie pomyślałam. Rozglądnęłam się po klasie, zauważyłam że wszystkie laski śliniły się na jego widok. Nie dziwie się. Zakładam że jest jakimś egoistą, który myśli tylko osobie. Zakładam że taki typowy bad boy. Kolejny w naszej klasie, yup! Ale wyglądem, totalnie bije ich na łopatki. Uch, Bieber, szykuj się na stado napalonych lasek, które będą śledziły każdy twój krok.
- Siema. - Podniósł rękę w geście przywitania szatyn.
- Cześć. - Odpowiedzieliśmy chórem. Zauważyłam że chłopak cały czas się na mnie patrzył. Opuściłam głowę, niewinnie się uśmiechając.
- Opowiesz coś o sobie? - Zapytała nauczycielka.
- Muszę? - Uśmiechnął się zadziornie.
- Przynajmniej powiesz jak się nazywasz.
- Justin. - Jestem pewna że zapamiętam to imię do końca życia. MYŚLAŁAM
- Nazwisko? - Dodała nauczycielka.
- No to ten, tak się składa, że powiedziała je Pani, zanim wszedłem do klasy. Jestem pewien że je zapamiętali. Na pewno zapamiętają na długo. - Odpowiedział znowu z tym cudownym uśmieszkiem. A cała klasa zaczęła się cicho śmiać. Wiedziałam że to jeden z tych cwaniaczków. Cholera, a miałam nadzieję że się mylę. Dlaczego on ciągle na mnie patrzy.
- Może i tak, powiesz coś jeszcze o sobie? - Ten nic nie odpowiedział, nawet nie zauważył że babka coś do niego mówi, tylko wlepiał we mnie swój wzrok.
- No dobrze, skoro jesteś taki zainteresowany panią Jones, proszę usiąść z nią, w ostatniej ławce. - Na te słowa zamarłam. W sumie cieszyło mnie to że takie ciacho jak on będzie siedziało obok mnie, ale no, jego charakter. Z resztą przecież nawet dobrze go nie znam. Ale w sumie mówi się że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Zaraz, moim pierwszym wrażeniem było to że jest cholernie przystojny i że to ideał. Uch, cała ja.
- Z miłą chęcią. - Puścił oczko nauczycielce.
- Uważaj sobie Bieber.
- Niech Pani nie mówi że się Pani nie cieszy, że puściłem Pani oczko. - Rozłożył ręce i lekko odchylił się do tyłu. Cała klasa wybuchła nie pohamowanym śmiechem, w tym ja.
- Siadaj, zanim się zdenerwuje! - Warknęła.
- Okay, okay! Już siadam, tam mam zdecydowanie lepsze widoki. - Zagryzł wargę i ruszył w kierunku ławki. Gdy siadł na krześle starałam się na niego nie patrzeć. Od razu poczułam woń, jego cudownych perfum. Miałam ochotę zbliżyć się do niego i wąchać z niego te perfumy aż nie będzie ich czuć, na prawdę.
- Cześć piękna - Zagryzł wargę i puścił mi oczko. - jak się nazywasz? - Dodał.
- Victoria. - Powiedziałam i od razu odwróciłam wzrok w kierunku tablicy.
- Na prawdę nie chcesz na mnie patrzeć? Zobacz na te wszystkie laski które tu siedzą, nie mogą odwrócić ode mnie wzroku. Mimo to ja wybrałem Ciebie. - Uśmiechnął się.
- Nie Ty, ale nauczycielka kazała Ci ze mną usiąść, jak widzisz nigdzie indziej nie ma miejsca. - Uśmiechnęłam się sztucznie.
- Ouu, zadziora. Tamte zaraz by mi chciały ściągać spodnie. Nawet się do mnie nie odzywając. Każda tak reaguje na mój widok.
- Uch, nie jestem tamte i nie mam na imię każda, także uwierz, że ze mną nie jest łatwo.
- Nie udawaj, przecież widziałem jak się śliniłaś, gdy tylko wszedłem do klasy. - Powiedział po czym wystawił szereg swoich białych zębów.
- Nie udawaj że Tobie, mało oczy z orbit nie wyskoczyły, jak zobaczyłeś mnie. Cały czas się na mnie gapiłeś. - Odpowiedziałam triumfalnie.
- Towarzystwo tam z tyłu! Jones i Bieber, cisza ma być! - Warknęła nauczycielka.
- Po nazwisku to... - Powiedziałam, ale od razu ugryzłam się w język, cholera, przyzwyczaiłam się do mówienia tego zdania, przy przyjaciołach, gdy mówią do mnie po nazwisku. Przez tego debila się zapomniałam.
- Słucham!? - Wrzeszczała nauczycielka.
- Przepra... - Zaczęłam, ale nie dane mi było dokończyć.
- Po pysku.- Dokończył za mnie Justin. Pani Black trzasnęła ręką o biurko a jej twarz poczerwieniała ze złości. Mimo że to miła nauczycielka, bardzo łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Przecież gdyby ten idiota mnie nie zagadywał, nie powiedziałabym tego. On jest nawet gorszy, niż myślałam. A może to tak specjalnie, udaje tylko na razie takiego. Ach! Co ja gadam. Czy on aż tak mi się podoba że go tak usprawiedliwiam. Droczy się ze mną, to tak specjalnie. Na pewno nie jest taki. Kurwa! Dalej to robię.
- Marsz do dyrektora! - Krzyknęła Pani Emily, kipiąc ze złości.
- No wie Pani co, dopiero co przyszedłem do tej szkoły, a Pani mnie od razu do dyrektora wyrzuca. A myślałem, że będzie Pani moją ulubioną nauczycielką. No cóż. - Zaśmiał się głośno, a zaraz po nim cała klasa. Sama nie mogłam wytrzymać i wybuchłam śmiechem.
- O nie! Tak sobie ze mną nie będziesz pogrywał! Oboje do dyrektora! Już!
- Ciekawe za co!? - Wrzasnęłam.
- Powiedziałam już coś.
- Tak się składa że nie słyszałam, bo wie Pani, nie jestem zbytnio zainteresowana Pani lekcją. - Sorry, ale należało jej się, zresztą i tak muszę iść do dyrka, więc mniejsza z tym.
- Uuu. - Pociągnęła cała klasa ale następnie jak zwykle zaczęli się śmiać.
- Do dyrektora! - Wrzasnęła jeszcze raz.
- No przecież idę. Tam leżą Pani okulary, jeżeli Pani nie widzi. - Powiedział Justin, uśmiechając się szelmowsko.
- Nie grab sobie jeszcze bardziej!
- Nie grabię, jak Pani widzi, wspomnianych grabi aktualnie przy sobie nie mam, więc. No to ten do widzenia. - Zaczęliśmy się wszyscy śmiać, a ja z Justinem wyszliśmy z pomieszczenia.
- Ostra jesteś.
- Wiele jeszcze o mnie nie wiesz. Zaraz! Zapomniałam, nic o mnie nie wiesz.
- To tylko kwestia czasu.
- Nie łudź się. - Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Coś Ci pokażę.
- Dawaj. - Szatyn pchnął mnie lekko na ścianę, oparł ręce na ścianie i spojrzał w moje oczy, po chwili zbliżył twarz do mojej. Oblizał usta chcąc mnie pocałować. Na szczęście w porę się ocknęłam. Schyliłam się i przeszłam pod jego rękoma. Wspominałam mu już że ze mną nie ma łatwo.
- Mam chłopaka. - Co ja mówię, ten związek, to nawet nie jest związek. Ale niech myśli, że jestem z pozoru nietykalna, ciekawe czy da sobie spokój.
- Chłopak nie ściana. - Uśmiechnął się i objął mnie ramieniem.
- Łapy przy sobie. - Zaśmialiśmy się oboje i ruszyliśmy w stronę gabinetu dyrektora.

_____________________________________________________________________________________________________________
No więc tak już jest pierwszy rozdział. Mam nadzieję że wam się spodobał. Jeżeli czytasz koniecznie zostaw po sobie komentarz!:* Do następnego! BUUUZIAKI.;* / AUTORKA